RAP God

Wyimaginowany krok naprzód czy realny krok w tył? – recenzja “Teraz Albo Nigdy” Bezczela

Jakbyśmy się dłużej przyjrzeli postaci Bezczela i postarali się umieścić go gdzieś na osi złożonej z polskich raperów, to byłby on zapewne mniej więcej w środku stawki. Michał to typowy przeciętniak, który niby coś tam sobą prezentuje, niby się stara, ale tak naprawdę jego płyty nigdy nie będą wymieniane jako “najbardziej oczekiwana płyta roku”, “najlepsza płyta roku”, “jedna z najciekawszych 150 płyt roku”, ale z drugiej strony do tytułów “największy wysryw roku”, “paździerz roku” i “beka roku” też nieco bliżej innym gwiazdorom. 

Niewiele bliżej, ale jednak.

No więc ten Bezczel posiedział w spokoju, przemyślał swoje dotychczasowe życie muzyczne, poobserwował kilku kolegów po fachu, którzy nagle się wybili i poszerzyli grono swoich odbiorców o kolejnych gimbusów świadomych i – w końcu – dojrzałych do ich muzyki słuchaczy i zakrzyknął ambitnie:

“Ej! JA TEŻ TAK CHCĘ!”

Prawdopodobnie stwierdził, że osiągnął taki punkt, w którym brak znaczącego sukcesu będzie zwiastował już raczej ostateczne popadnięcie w przeciętność i zatytułował swój nowy album “Teraz Albo Nigdy”, od którego aż bije determinacją i ogromną chęcią udowodnienia światu, że sukces należy mu się jak psu buda.

Okazuje się jednak, że Bezczel osiągnął pewien poziom, jednak przeskoczyć go już zwyczajnie nie da rady. Ten krążek nie ma w sobie kompletnie nic, co by mogło zachęcić do dłuższego zatrzymania go w odtwarzaczu, komputerze, telefonie, czy w jakimkolwiek innym urządzeniu pozwalającym na słuchanie muzyki. Hm, chociaż może nie do końca tak jest, bo typowy polski słuchacz pewnie i znajdzie coś dla siebie. Znajdzie coś na imprezę, coś na rozkminę, coś tam jeszcze będzie motywującego, jakieś wątki uliczne i trochę o najbliższych. Czyli w sam raz dla takiego mało wymagającego, rodzimego słuchacza dla którego szczytem marzeń jest autograf Zbuka na koszulce Chada Proceder albo zbicie piątki z Kaenem.

Podczas słuchania albumu szalenie zaczęły nurtować mnie dwa pytania:
1. W jaki sposób były pisane teksty?
2. Czy po nagraniu zwrotek ktoś ich potem jeszcze słuchał?

To, że na przestrzeni lat zmienia się wnętrze człowieka, jego życie – a także wygląd, ale nie o wyglądzie w tym wypadku mowa – to nie ulega żadnym wątpliwościom. Normalna rzecz już od najmłodszych lat. Idziesz do szkoły, to spadają na Ciebie jakieś pierwsze obowiązki, dotychczasowa beztroska zostaje nieco ograniczona, w międzyczasie doznajesz zawodów, porażek, sukcesów, co kształtuje Twój charakter i buduje spojrzenie na pewne sprawy, w dalszej przyszłości rozwijasz się dalej, dowiadujesz się co to “prawdziwe życie” i tak dalej, i tak dalej. Można tak wymieniać w nieskończoność. Do czego zmierzam? Raper to też człowiek, też poddany jest pewnym zmianom, a więc i te zmiany można, a nawet trzeba dostrzec w jego tekstach. Na przykład Małolat na “W Pogonie Za Lepszej Jakości Życiem”, to zupełnie inny Małolat niż na “Więcej”. Ale jeżeli światopogląd zmienia się w przeciągu trzech numerów na albumie, no to delikatnie mówiąc COŚ-JEST-KURWA-NIE-TAK.

Najwięcej problemów w tej kwestii sprawia kawałek “Idą Asy W Klub”. No bo z jednej strony Bezczel na “Niejebajce” staje w opozycji do imprezowego trybu życia, trochę siebie karci za zbyt częste przyjmowanie różnego rodzaju używek. W “Pierwszej Damie” zapewnia o miłości do swojej kobiety, a te kilka numerów dalej, bezczelnie (hehe) siedzi sobie w klubie – zapewne nie o suchym pysku – i zachęca atrakcyjne kobiety by nie wstydziły się do niego podbijać. No ewidentnie coś tu się ze sobą gryzie, nieprawdaż?

Zostając jeszcze w temacie tekstów – są one kompletnie bez pomysłu. Bezczel chce przebić się jeszcze szerzej ze swoją muzyką – to akurat nie podlega wątpliwościom, ale jednym z mankamentów, przez który prawdopodobnie nigdy się to nie stanie są jego mało oryginalne zwrotki. W zasadzie to w ogóle nie są one oryginalne. Tematy dotyczące motywacji, walki o marzenia i ogarniania życia? Zero konkretów – linijki w podobnym tonie mógłby napisać pewnie każdy z Was, a dla rapera z takim stażem na scenie jak Bezcezl zwyczajnie nie wypada pisać takich gniotów, bo wstyd. Po prostu. Ekspertom od motywacji w stylu: “nie rezygnuj z marzeń”, “bądź zdeterminowany”, “po porażce przyjdzie sukces” serdecznie podziękujmy, a właśnie w takim tonie napisane są wersy. Dalej mamy jakieś numery o rapie (znowu szalenie oryginalny temat), o rodzinie (to samo), wersy o hejterach (a jakżeby inaczej), coś tam chyba o ulicy (dajcie spokój) i o imprezach (ech).

W kategorii “najbardziej przypałowy numer roku” koszulka lidera należy się kawałkowi “Forrest Gump”. Dlaczego? Po przesłuchaniu, polecam zapoznać się z samym tekstem:
“Wierz mi, nie brakuje na życie patentów
Jeśli się chce wszystko zrobić, się da
Ważne by na morzu życia nie wypaść z okrętu
Łap za stery – sukces rodzi się tak
Nieraz, żeby zmądrzeć i odbić od zła tu
Niestety trzeba się odbić od dna
Spójrz, wszystko zrobić się da (…)”

Gdyby Bezczel zdecydował się kiedyś po zakończeniu rapowej przygody na pisanie tekstów popowym wokalistkom, to myślę, że mógłby takimi perełkami obdzielać co sezon nowy narybek – tak płytkie i infantylne wersy do komercyjnej, najgorszej odmiany popowej papki nadają się doskonale.

Zupełnie nie dziwi mnie, że w Polsce mamy tak wielu raperów, albo może bardziej ludzi próbujących rapować. Już pomijając powody związane z postępem technologicznym i kolosalnym ułatwieniem w dzieleniu się muzyką, to jeżeli taki młody chłopak (naturalnie nie tylko płeć męska próbuje swoich sił w rapie, jednak mężczyźni stanowią w tym wypadku przeważającą część) nasłucha się dookoła bajek, że rap to musi być z przekazem i innych podobnych farmazonów, to nie dziwne, że wchodzi do tego studia i nagrywa o rzeczach, które przemielone były już tysiące razy na setki sposobów. Potem ten koleżka dorasta, a jego życie obraca się wokół totalnie nieistotnych już dla słuchacza spraw, ale co z tego! Rap ma być z przekazem i o życiu – to nic, że to życie jest przeraźliwie nudne – a bardziej wartościowy przekaz życiowy miałby pewnie menel spod bloku – i obraca się wokół rapu, melanży, rodziny, ulicy, hejterach, którzy nagle się pojawili (ciekawe dlaczego, hm?), czyli wokół rzeczy, które dotyczą niemalże każdego rapera i pewnie większości słuchaczy. Brak pomysłu na siebie bije po oczach aż za bardzo.

Okej, w rapie nawinięto już i tak przecież o wszystkim, więc może nie ma co się aż tak czepiać płyty Bezczela? Już na te teksty można przymknąć oko, jeśli forma ich zaprezentowania będzie jakaś bardziej oryginalna. Niestety, tutaj także nie będzie zbyt wielu ciekawych propozycji ze strony białostockiego rapera. Chociażby kawałek z Sobotą i Matheo brzmi życem wyjęty z sesji nagraniowej do ostatniej płyty Soboty i Matheo, a numery na bitach B.Melo zalatują ostatnim albumem VNM-a. Reszta kawałków także nie powala oryginalnością – takie rzeczy słyszeliśmy już setki razy, więc chyba nie ma sensu gonić czołówki sceny tym, z czego oni już dawno korzystali, prawda?

Goście, goście, goście. Patrząc na ksywki, można zauważyć taką prawidłowość, że wszyscy zaproszeni ludzie mają na scenie większą popularność od Michała (no może poza Dixonami) i nie mogę pozbyć się wrażenia, że podczas wysyłki zaproszeń decydowała w sporej części zimna kalkulacja, coś na zasadzie “skoro oni są moimi koleżkami, a do tego są tacy fejmowi, to jeśli ich zaproszę, to może moje numery wzbudzą więcej szumu?”. Paluch? Bardzo duże ilości sprzedanych płyt, jak na polskie warunki. Kali to samo. Białas? Bardzo chodliwa ksywka, zwłaszcza po wydanym niedawno krążku. Sobota i Matheo? Z każdą płytą przyciągają do siebie ludzi. Quebo jest jak Grubson, czyli od jakiegoś czasu na szczycie, a KaeN i Peja to w wiadomych kręgach wielcy idole młodych gniewnych.

Poziom przez nich zaprezentowany raczej nie zachęca do szerszych rozważań, chociaż podobały mi się całkiem zwrotki Białasa i Queby. Celne wersy padły ze strony Peji, który świadomie zaznaczył, że potężnym flow może i nie operuje, ale to wcale nie oznacza, że młodsi koledzy po fachu go przeskoczą, bo aktualnie to on na poważnie utrzymuje się ze swojej muzyki, a byle wyszczekany młodzian tej tendencji na razie nie odwróci. Zażenowanie wzbudził występ KaeNa, który sugeruje, że młodzi, dorastający ludzie niemal żądają takiej muzyki, jaką prezentuje zamaskowany raper z koleżkami – można się śmiać i pukać po czole, ale ten gość zebrał 55 milionów wyświetleń numeru “Zbyt Wiele”. Tego kraju nic dobrego już nie czeka.

“Wymagam od rapera tego, by mnie czymś zaskakiwał” – tak wspominał w wywiadzie Bezczel, tylko szkoda, że on sam niezbyt to robić potrafi, co dobitnie pokazuje “Teraz Albo Nigdy”. Na tym albumie nie ma niczego odkrywczego, niczego ciekawego ani też niczego, co mogłoby przykuć uwagę na dłużej. Na polskie warunki mimo wszystko krążek pewnie się sprawdzi, a słuchacze mający na słuchawkach tylko i wyłącznie rodzimą muzykę, nie wychylający uszu za Ocean pewnie się do tego pobujają, pewnie porozkminiają jakieś trywialne tematy, ale ja docenić tego materiału nie mogę. “Bezczel – taki jak Ty, zwykły szary mały człowiek” – ten wers podsumowuje nie tylko Michała, ale też i jego twórczość, która jest najwyżej bezbarwna.

Like this Article? Share it!

Leave A Response