RAP God

Polska scena po raz kolejny pokazała, że pełno na niej kasztanów. Brawo i czekamy na więcej!

“YOUTUBER WYDAŁ RAPOWĄ PŁYTĘ!!!!!1111ONE JAK ON TAK MÓGŁ?! PRZECIEŻ KTOŚ, KTO GRA W GRY I WRZUCA TO DO INTERNETU NIE MA PRAWA NAGRAĆ PŁYTY I JEJ WYDAĆ I JESZCZE WEJŚĆ NA PIERWSZE MIEJSCE NA OLISIE!! TO NIE JEZD HIP HOP!!”

Słucham, czytam, oglądam i wzbudza to we mnie coraz większe zażenowanie. Serio.

I może wielu z Was pewnie to zdziwi, ale kompletnie nie żenuje mnie sama postać Gimpera i te jego rapowe podboje. Bo niby i dlaczego miałoby mnie to żenować? Koleś taką właśnie muzyką się jara, słucha na co dzień (pozostaje jednak wierzyć, że mimo wszystko jego playlista jest nieco bardziej ambitna niż Verba), może podczas kupowania płyt Tedego albo Gurala myślał sobie “kurwa, fajnie byłoby żeby moja płyta leżała kiedyś obok albumów tych Panów”. Zarobił na tych swoich jutubach pieniądze, wykupił sobie studio, zapłacił za bity, zapłacił za okładkę, za mixy, masteringi, tłocznię i Bóg wie za co tam jeszcze się płaci i postawił swoją płytę w empiku.

Co w tym złego?

Żeby była jasność – nie utożsamiajcie mojej wypowiedzi z tym, że jednocześnie propsuję album, bo to dwie różne kwestie. Nie słyszałem tej płyty i mimo wszystko śmiem twierdzić, że poziom tam zaprezentowany, delikatnie mówiąc, zapewne pozostawia wiele do życzenia.

Gównoburza jaka wywołała się wokół płyty Gimpsona jest trudna do ogarnięcia – pojawili się nagle obrońcy hip hopu, rycerze jego zasad, którzy próbują tłumaczyć jak to wszystko powinno wyglądać, kto może rapować, a kto nie. Nikt chyba nie zabronił też wydawać chujowych płyt, bo gdyby tak było, to większość raperów byłoby zdelegalizowanych, jak to stało się jakiś czas temu z polskim reggae.

reggae zdelegalizowan

Nie wydaje mi się, żeby ktoś kiedykolwiek zadecydował:, że:
– rapować mogą tylko mężczyźni, którzy coś w życiu przeszli, dostali od kogoś po dupie, zostawiła ich kobieta, zachlali się albo zaćpali,
– śpiewać mogą tylko cycate, zgrabne kobiety,
– tańczyć wolno tylko wysportowanym,
– biegać tylko szczupłym,
– producentami muzyki elektronicznej mogą zostać tylko Holendrzy albo Niemcy.

Takie przykłady można przecież mnożyć w nieskończoność.

Jeżeli prezes banku któregoś dnia powie, że zarobił już tyle, że pierdoli pracę w korpo, wyrzuca do śmieci garnitur za kilka tysięcy złotych i stwierdza, że od tej pory będzie jodłował na ulicy to też nie będzie mógł tego robić?

A reakcja rapowego środowiska? Bezcenna.

Jeden z pierwszych podniósł głos Kobik sugerując, że „polscy jutuberzy powinni wypierdalać od rapu”. W zasadzie wszystko byłoby w porządku, gdyby raper postawił kropkę po słowie „wypierdalać”, ale niestety postanowił pociągnąć swoją myśl nieco dalej i w zasadzie wypadałoby się zastanowić dlaczego niby ktokolwiek ma wypierdalać od rapu? Skoro rapować może listonosz, czy sprzedawca z Big Stara, to dlaczego nie może tego robić jutuber? Kobik sugeruje też, że przez wszystkich tych, którzy kupili album Gimpera „nic się w Polsce nie zmieni”. A przepraszam co niby takiego strasznego sprawiła ta płyta? Daję sobie rękę uciąć, że krążek Gimpsona zakupili w 99,9% odbiorcy jego growych filmików (W KOŃCU KURWA MA TAM NIEMAL BAŃKĘ SUBSKRYBENTÓW, A ŻEBY ZNALEŹĆ SIĘ NA PIERWSZYM MIEJSCU NA OLISIE WYSTARCZY SPRZEDAĆ JAKĄŚ NĘDZNĄ ILOŚĆ KOPII) i nie wydaje mi się, że słuchacz Kobika, Palucha czy Mesa zajmował się takimi dziełami jak rapowa płyta jutubera. A, że płyta weszła na pierwsze miejsce na Olisie? To chyba sygnał dla Was, drodzy raperzy, że odpowiednią i skuteczną promocję płyty także trzeba zaplanować i wprowadzić w życie, a nie tylko nagrać album, skleić teledyski, wrzucić do sklepów, a potem głowić się dlaczego krążek z półek nie schodzi.

kobik

Swoją drogą ciekawe jest to, skąd nagle wszyscy wiedzą o płycie Gimpera – w końcu o pierwszej płycie nikt w ogóle nie trąbił. Siła manipulacji mediów znowu zrobiła robotę – wystarczyło, że Glamrap podchwycił temat w ramach zwykłej ciekawostki, a z czasem każdy news, w którym przewijała się ksywka Gimpera wywoływał niesamowitą burzę lajków, komentarzy i buraczanego hejtu, więc siłą rzeczy musiało dotrzeć to do rapowych głów. Podsumowując – gdyby ktoś z GR nie zainteresował się tym tematem, to nikt nie musiałby wypierdalać z rapu ani nikt o płycie jutubera by nie dyskutował, bo zwyczajnie nie miałby na jej temat wiedzy.

Dalej pofrunęła pewna raperka Guova, chociaż nie za bardzo jest sens dyskutować z jej opinią, skoro jej posty na funpagu (czyt. funpagu) wyglądają tak:

guova

Nie mogło zabraknąć oczywiście szalenie rzeczowego podsumowania całej sytuacji przez naszych dziennikarskich, muzycznych gagatków. Kuba Stemplowski (czyli taki ziomek, który w KAŻDYM, ale to w kurwa KAŻDYM wywiadzie pyta o teledyski), zabrał głos i jego komentarz nadał zupełnie nowy ton dyskusji, rozgrzewając niemal do czerwoności całe środowisko:

kuba stemplowski 2

Z ciekawości sprawdziłem czy inne jego posty także są równie rozbudowane i owszem, nie zawiodłem się:

kuba stemplowski 1

kuba stemplowski 3

kuba stemplowski 4

kuba stemplowski 5

kuba stemplowski 6

kuba stemplowski 7

Tak właśnie wygląda tablica na facebooku człowieka będącego DZIENNIKARZEM. No cóż, chłop się ewidentnie z tym fachem musiał urodzić. A tak swoją drogą, biorąc pod uwagę kreatywność Kuby podczas układania pytań, to temat Gimpsona będzie mielił w wywiadach przez dobre kilka miesięcy (mam nadzieję, że odpuści na ten czas pytania o klipy).

Nie zabrakło oczywiście zdania Yurkosky’ego, który chyba jako jedyny podszedł do wszystkiego na trzeźwo, chociaż to, co powiedział dałoby się zamknąć w dwóch zdaniach, a nie lać wodę przez ponad 7 minut.

A już pozostając w temacie dziennikarzy muzycznych, to powiem szczerze, że regularnie śledzę wszystko co się na naszej rapowej scenie dzieje i nie mogę sobie przypomnieć jakiegoś momentu, sytuacji, w której któryś z gości specjalizujących się w wydawaniu opinii na temat raperów zajął stanowisko faktycznie dające nowe spojrzenie na daną sytuację. Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek otwarcie skrytykował jakiegoś rapera, czy też jakąś płytę – wszyscy dookoła tylko słodzą i chyba boją się podpaść słuchaczom, żeby nie daj Boże za bardzo ich nie hejtowali. Jeśli większość słuchaczy ma takie samo zdanie, to dziennikarze też później temu przyklaskują, a jeżeli nie, to Panowie pokroju Kuby Stemplowskiego, czy Yurkosky’ego chowają głowę w piasek.

Za potwierdzenie niech wystarczy to, że wspomniany Yurkosky recenzuje album tylko wtedy, gdy krążek według niego jest dobry, natomiast te słabe płyty omija zgrabnym stwierdzeniem “to nie mój klimat”.

W którą stronę zawieje wiatr, to tak się chorągiewka ustawi. Niestety.

Like this Article? Share it!

2 komentarze

Leave A Response