RAP God

Flashback: G-Unit – Poppin’ Them Thangs

Osobiście nigdy nie należałem do grupy fanów 50 Centa… sam nie wiem czemu. Może stan ten spowodował fakt, że po kilku latach wspólnej pracy z Young Buckiem chłopaki zaczęli ziać do siebie ogniem, a ja nie potrafiłem inaczej wybrać niż gościa z Nashville. Jednak nie oznacza to tego, że nie mam szacunku dla Fiddyego i nie dostrzegam jego ogromnego wpływu na rapgrę. Koło tego nie da się przejść obojętnie – Fifty to bez wątpienia jedna z najważniejszych postaci branży – człowiek sukcesu na każdym polu. Niektórzy mówią, że był mistrzem autopromocji, a ja uważam, że był tym kogo gra potrzebowała. Autor jednej z najbardziej znanych płyt tego stulecia osiągnął wszystko, a sukces debiutu “Get Rich Or Die Tryin'” przełożył się na świetne wyniki debiutu jego grupy – G-Unit. Nieczęsto się zdarza, żeby raper, który główną uwagę przykuwa do kariery solowej potrafił sprzedać aż 2 miliony płyt swojego zespołu. Tak właśnie było z “Beg For Mercy”. Album nagrany przez trzech raperów – wspomnianego 50 Centa oraz Young Bucka Lloyd Banksa jest jedną z najlepszych pozycji tamtych lat. Mówi się, że nikomu nie powinno się życzyć odsiadki, ale nie ukrywam, że niezmiernie cieszy mnie fakt, iż Tony Yayo z powodu wyroku mógł udzielić się tylko na dwóch trackach. “Poppin’ Them Thangs” w mojej opinii to najlepszy numer. Jest kompletny w całości, świetnie nagrane zwrotki, mega charyzma i genialna współpraca przy produkcji między Dr. Dre, Scott Storchem spowodowały, że nie znam osoby, której ten kawałek by nie bujał. Bez względu czy lubi Cenciaka, czy nie… Chłopaki co prawda nie poruszyli tematu, którego wcześniej nie poruszył żaden inny gangsta raper i tak jest na całej płycie, ale dopracowana do perfekcji produkcja albumu oraz pewność siebie raperów stworzyły jeden z klasyków mainstreamu po dziś dzień.

 

2003, G-Unit/Interscope Records, Beg For Mercy

Like this Article? Share it!

Leave A Response