RAP God

Flashback: 8Ball & MJG – You Don’t Want Drama (Feat. P.Diddy)

 

Trochę głupio, że nasz cykl flashbacków ma już 5 stron, a duet z Memphis jeszcze tu nie zagościł. Usprawiedliwić się możemy jedynie tym, że jeden flashback na dzień, a więc nie da się wszystkiego co by się chciało tak od razu. Przyszła jednak pora na legendarną dwójkę w składzie 8Ball MJG. I wcale nie mniej legendarną niż UGK, czy Outkast. Chłopaki na scenie są od dwóch dekad, przez ten czas wydali wspólnie dziesięć albumów, dostosowując się do czasów w których dany album miał premierę. Jak u większości artystów – dyskografia miała lepsze i ciut słabsze momenty, ale nigdy poniżej pewnego poziomu nie zeszli. Pierwszy milowy krok zrobili w roku 1995 wydając “On Top Of The World”. Album okazał się sukcesem i koledzy z branży zaczęli się uważniej przyglądać poczynaniom dwójki raperów. Następny krążek potwierdził ich predyspozycje i ogromne możliwości, ale przy tym kazali nam trochę na niego czekać, bo aż 4 lata upłynęły od premiery wspomnianego cedeka z roku 1995. Przerwę wypełniły albumy solowe od 8Balla MJG. Obaj postanowili, że przed reaktywacją duetu spróbują swoich sił w pojedynkę. I jak się okazało – wyszło im to dobrze, szczególnie tej większej części. Jednak wciąż największy mainstreamowy sukces był przed nimi, a ten przyszedł w roku 2004, gdy światło dzienne ujrzał ich szósty album – “Living Legends”. Materiał się różnił od tych wypuszczonych wcześniej – jak już wiecie (a przynajmniej powinniście) – tamten czas to ogromna popularność crunku, do tej stylistyki lgnęło niemal całe południe. Memphis nie było inne. Na krążku nie brakowało tego brzmienia, ale też nie był nim wypełniony cały album. “You Don’t Want Drama” to singiel, który promował “Living Legends”. Jak się okazało – bardzo skutecznie – album jest do tej pory najlepiej sprzedającym się materiałem raperów z Memphis i raczej mało prawdopodobne, aby w obecnych realiach powtórzyli tamten sukces. Klubowy banger był hitem w Stanach Zjednoczonych. Za produkcję odpowiada Bangladesh, czyli gorący producent takich klimatów. Na klipie kilka ciekawych postaci, w tym Bone Crusher, którego dzisiaj pamięta odsetek oraz mający w tamtym czasie beef – T.I. Ludacris. Dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł, żeby razem kręcili ujęcia HE HE. Oczywiście Diddy (wtedy jeszcze P. Diddy) nie oszczędził nam swojego pierdolenia.

 2004, Bad Boy South, Living Legends

Like this Article? Share it!

Leave A Response